Potem do ciebie nawet może wróci. Zaraz pytałeś jeszcze o jedno. A tak, pamiętam chodzi o światło. To jak w przypadku puszki, tak samo. Po prostu prądu zużyjesz mało. A mi oczyści się atmosfera. Od razu lepiej będzie ci żyć. Więc nie zachowuj się więcej jak sknera. Bo lepiej dla ciebie dobrym jest być. Klasa IIIb. Autorzy I jestem pełna wiedzy, jak do listów skrzynka. Mam zamiar pisać powieść, której bohaterką Jest Praścieżka, wiodąca urwiskami w Pralas, Gdzie ukryła się lalka - i nikt jej nie znalazł! Duszę ma z macierzanki i patrzy w lusterko. Mówi tylko dwa słowa: Papa albo Mama. Mama - mówi do śmierci, a Papa - do grobu, I śmieje się Co zrobimy z tym i z tymi. Co zrobicie. z tym chłopcem. który wkleja do szarego zeszytu. czerwony liść dębu. z tym który trzyma w dłoni jabłko. i z tym który biegnie przez łąkę. który leci przez gwiazdę śniegu. Co zrobicie z moim ojcem i matką. Konkursy. Znacie jakieś wiersze na konkurs recytatorski kl. V - VI? Zobacz 4 odpowiedzi na pytanie: Znacie jakieś wiersze na konkurs recytatorski kl. V - VI? Do recytacji wiersza pt. „Na straganie” (J. Brzechwa) zapraszamy xxxix xxxxxxx – uczennicę klasy II ze szkoły podstawowej w xxxxxxxx. 6. - Posłuchajcie utworu pt. „Spóźniony słowik”, który opowiada historię z życia małżeństwa słowików, która równie dobrze mogłaby przytrafić się ludziom. Kancelaria Prezydenta RP ogłasza III edycję Konkursu Recytatorskiego „Słowem–Polska” skierowanego do uczniów szkół polonijnych i polskich za granicą. O statuetkę Małżonki Prezydenta RP mogą ubiegać się młodzi rodacy, uczący się języka polskiego poza granicami kraju. Talenty recytatorskie, w formie nagrań wideo, uczniowie mogą prezentować w ramach trzech grup wiekowych Wiersze dla dzieci do recytacji – gdzie je znaleźć? Zabawne wiersze do recytacji dla dzieci znajdziemy w klasycznych zbiorach autorów, na których utworach wychowały się całe pokolenia naszych rodzin i które sami recytowaliśmy w szkolnych salach. Przeczytaj. Przedmowa to wiersz napisany przez Czesława Miłosza w Warszawie w 1945 roku. Został umieszczony na początku tomiku Ocalenie. Treść wiersza i miejsce w zbiorze sugerują charakter programowy całego utworu. Swoją znaczącą wymowę Przedmowa zachowała aż do śmierci poety. Oj, starzejesz się, Szymuś. Mój oże. hoć dla mnie zawsze będziesz kawaler pierwsza klasa. Powiedz mi, która, to jak przyjdzie do sklepu, nic cholerze nie sprzedam. Wynocha, ty zdziro! Jedź se kup do miasta! Wielka mi urzędniczka. Pierników by se kupiła. A gówno se kup! A baby jeszcze gorsze od chłopów. oś zgrubiałaś, Kaśka. Klasa patronacka IIA, uczniowie klas siódmych oraz uczniowie Szkoły Podstawowej nr 5 w Pile (dawne Gimnazjum nr 4 w Pile) spotkali się aby wziąć udział w Konkursie Recytatorskim z Języka Niemieckiego. Wszyscy recytowali wybrane wiersze niemieckiego autora Heinza Erhardta, a oceniało ich jury w składzie: Pani Iwona Kusiorska (n-l 14Osj2x. bogna3 Posty: 675 Rejestracja: środa 27 sie 2008, 15:03 Poszukuję ciekawych wierszy na konkurs recytatorski Zamierzam przygotować 4 uczniów z kl. 4-6 na miejski konkurs recytatorski i poszukuję na tę okoliczność fajnych wierszy, ciekawych do intonacji i oczywiście polskich autorów. Będę wdzięczna za każdą sugestię. KaJu Posty: 254 Rejestracja: czwartek 25 maja 2006, 21:01 Re: Poszukuję ciekawych wierszy na konkurs recytatorski wtorek 05 kwie 2016, 20:59 Ja bym już zostawiła Tuwima i Brzechwę dla młodszych klas. I radziłabym poszukać czegoś mniej oklepanego, nie tak długiego jak "Ptasie radio" - często skracam zbyt długie wiersze, jest to dopuszczalne i wychodzi recytującym na dobre - krótko a treściwie, tak to widzę Przygotowałam już wielu recytatorów, sama organizowałam konkursy i występy... Wiersz musi być na poziomie dziecka; zrozumiały dla niego i budzący zainteresowanie. Wybierz wiersze, w których są czytelne i zmienne emocje, coś się dzieje, może być też dialog. Unikaj subtelnej liryki opisowej, bo to o wiele trudniejsze do przekazania. Jeżeli nie ma konkretnego zakresu tematycznego, to wbrew pozorom, trudniej znaleźć... No ale jak nie ma, to nie ma. Dzieci lubią wiersze zabawne, choć nie każdy recytator ma talent komiczny. Polecam wiersze Ludwika Jerzego Kerna dla dzieci i dorosłych - można wybrać w zależności od poziomu umysłowego ucznia. Może być Andrzej Waligórski, Danuta Wawiłow... POZDR:) Kaja bogna3 Posty: 675 Rejestracja: środa 27 sie 2008, 15:03 Re: Poszukuję ciekawych wierszy na konkurs recytatorski wtorek 19 kwie 2016, 20:03 Jestem już po szkolnych eliminacjach i moi recytatorzy przechodzą dalej. Wybrałam Kerna - O rodzicach, W. Szymborską - Jak ja się czuję oraz Agatę Kopcińska-Niewiadomska - Wisła. Wieloetapowe konkursy recytatorskie to w naszym regionie niemal już półwiekowa tradycja. Od piętnastu lat jestem odpowiedzialna za organizację etapów szkolnych i mam już spore doświadczenie. Podobnie jak KaJu uważam, że Brzechwa i Tuwim to dobre dla maluchów. Może i ich utwory są ponadczasowe, ale i trochę oklepane. W XXI w. może już czas na współcześniejszych poetów. Takie też głosy wyrażają ostatnimi laty członkowie komisji na poszczególnych etapach. Zadając pytanie liczyłam na wiersze adekwatne dla uczniów klas starszych. Wierszy jest cała masa, ale nie potrafiłam się zdecydować. Chciałam pójść na łatwiznę i skorzystać z Waszych doświadczeń (może ktoś z uczniów ,,zaszedł daleko" fajnym tekstem. Dziękuję za wszelkie głosy i rozumiem, że każdy może mieć własne zdanie. KaJu Posty: 254 Rejestracja: czwartek 25 maja 2006, 21:01 Re: Poszukuję ciekawych wierszy na konkurs recytatorski poniedziałek 02 maja 2016, 12:26 Cieszę się, że wybrałaś Kerna i gratuluję Mój uczeń zaszedł daleko wierszem Ewy Stadmuller "Hejnał" + proza: fragment "Wiedźmina", a inny laureat recytował "Wyspę" Byrona... Różnie bywa i wszytko zależy, jak już pisałam, od osobowości dziecka. A z tą "Szymborską" to rzeczywiście wpadka; gołym okiem widać, że to nie ona. Po przeczytaniu tekstu daję głowę Ale nic to... w konkursie oceniano recytację, a nie wiedzę z historii literatury; na drugi raz pewnie sprawdzisz bardziej dokładnie. POZDR:) Kaja bogna3 Posty: 675 Rejestracja: środa 27 sie 2008, 15:03 Re: Poszukuję ciekawych wierszy na konkurs recytatorski piątek 13 maja 2016, 14:38 ,,A z tą "Szymborską" to rzeczywiście wpadka; gołym okiem widać, że to nie ona. Po przeczytaniu tekstu daję głowę Ale nic to... w konkursie oceniano recytację, a nie wiedzę z historii literatury; na drugi raz pewnie sprawdzisz bardziej dokładnie".[/quote] No właśnie to gołe oko zawiodło - zwłaszcza jak się czytało limeryki Szymborskiej. A swoja drogą błądzić to ludzka rzecz. W każdym bądź razie tragedia nie nastąpiła z tej pomyłki ( w internecie też mieli problem z ustaleniem autorstwa). Wróć do „Biblioteka w Szkole - Forum Ogólne” Kto jest online Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 28 gości Zaglądam czasem do blogowych statystyk i nieodmiennie dziwi mnie fakt, że trzecie miejsce w kategorii najczęściej wyświetlanych postów w historii bloga jest właśnie ten – Wiersze do recytacji (data pierwszej publikacji: Skoro cieszy się taką popularnością, postanowiłam go trochę odświeżyć, dodając link do wpisu, który pojawił się z okazji Światowego Dnia Poezji i ponownie zapytać – co Wy lubicie recytować? Co zadajecie swoim uczniom? W mojej szkole raz w semestrze uczniowie muszą na polskim zdać obowiązkową recytację. Kiedyś było tak, że dawałam uczniom wiersze do wyboru – z podręcznika lub z listy takiej, jak przygotowana niżej. Teraz chętniej zadaję klasie wiersze, które omawiamy na lekcjach. Niekiedy jest to jeden i ten sam dla wszystkich, innym razem dwa-trzy do wyboru. Jako recytację oceniam także inscenizację fragmentu lektury. Zbiór wierszy do recytacji Klikając tu (klik!) znajdziecie pobierzecie plik z wierszami wybranymi dla mojej klasy gimnazjalnej w 2009 roku. Klikając tu [Ulubione wiersze (do recytacji)], przeczytacie post o wierszach polecanych przez obserwatorów Lekcji Polskiego na Fb. Które nadają się do recytacji? Wszystkie! 🙂 Recytowanie wierszy rozwija mowę, pozwala ćwiczyć dykcję i rozwijać panowanie nad emocjami w głosie. Poniżej prezentujemy nasz autorski wybór wierszy dla recytacji w dwóch kategoriach wiekowych. A jakie są Wasze ulubione wiersze do recytowania? Napiszcie w komentarzach swoje propozycje!Wiersze do recytowania dla dzieciLokomotywa – Julian TuwimStefek Burczymucha – Maria KonopnickaPaweł i Gaweł – Aleksander FredroSłonko – Adam AsnykKapuśniaczek – Julian TuwimNa straganie – Jan BrzechwaBambo – Julian TuwimRzepka – Julian TuwimWiersze do recytowania dla młodzieżyInwokacja – Adam MickiewiczDo młodych – Adam AsnykReduta Ordona – Adam MickiewiczWiosna – Julian TuwimMoja piosnka [II] – o chłopcu polskim – Krzysztof Kamil BaczyńskiBallada o Trzęsących się Portkach – Zaba – – Adam AsnykOcalony – Tadeusz RóżewiczW środku życia – Tadeusz RóżewiczŻyjemy na dnie ciała – Krzysztof Kamil BaczyńskiDrzewo – Tadeusz RóżewiczOda do turpistów – Julian PrzybośWiersze do recytowania dla dzieciLokomotywa – Julian TuwimStoi na sta­cji lo­ko­mo­ty­wa,Cięż­ka, ogrom­na i pot z niej spły­wa –Tłu­sta oli­ i sa­pie, dy­szy i dmu­cha,Żar z roz­grza­ne­go jej brzu­cha bu­cha:Buch – jak go­rą­co!Uch – jak go­rą­co!Puff – jak go­rą­co!Uff – jak go­rą­co!Już le­d­wo sa­pie, już le­d­wo zi­pie,A jesz­cze pa­lacz wę­giel w nią sy­ do niej po­do­cze­pia­liWiel­kie i cięż­kie, z że­la­za, sta­li,I peł­no lu­dzi w każ­dym wa­go­nie,A w jed­nym kro­wy, a w dru­gim ko­nie,A w trze­cim sie­dzą same gru­ba­sy,Sie­dzą i je­dzą tłu­ste kieł­ba­ czwar­ty wa­gon pe­łen ba­na­nów,A w pią­tym stoi sześć for­te­pia­nów,W szó­stym ar­ma­ta, o! jaka wiel­ka!Pod każ­dym ko­łem że­la­zna bel­ka!W siód­mym dę­bo­we sto­ły i sza­fy,W ósmym słoń, niedź­wiedź i dwie ży­ra­fy,W dzie­wią­tym – same tu­czo­ne świ­nie,W dzie­sią­tym – ku­fry, paki i skrzy­nie,A tych wa­go­nów jest ze czter­dzie­ści,Sam nie wiem, co się w nich jesz­cze mie­ choć­by przy­szło ty­siąc atle­tówI każ­dy zjadł­by ty­siąc ko­tle­tów,I każ­dy nie wiem jak się na­tę­żał,To nie udźwi­gną – taki to cię­żar!Na­gle – gwizd!Na­gle – świst!Para – buch!Koła – w ruch!Naj­pierwpo­wo­lijak żółwocię­ża­leRu­szy­łama­szy­napo szy­nachospa­ wa­go­ny i cią­gnie z mo­zo­łem,I krę­ci się, krę­ci się koło za ko­łem,I bie­gu przy­spie­sza, i gna co­raz prę­dzej,I dud­ni, i stu­ka, ło­mo­ce i pę­ do­kąd? A do­kąd? A do­kąd? Na wprost!Po to­rze, po to­rze, po to­rze, przez most,Przez góry, przez tu­nel, przez pola, przez lasI spie­szy się, spie­szy, by zdą­żyć na czas,Do tak­tu tur­ko­ce i puka, i stu­ka to:Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,Gład­ko tak, lek­ko tak to­czy się w dal,Jak gdy­by to była pi­łecz­ka, nie stal,Nie cięż­ka ma­szy­na zzia­ja­na, zdy­sza­na,Lecz rasz­ka, igrasz­ka, za­baw­ka bla­sza­ skąd­że to, jak­że to, cze­mu tak gna?A co to to, co to to, kto to tak pcha?Że pę­dzi, że wali, że bu­cha, buch-buch?To para go­rą­ca wpra­wi­ła to w ruch,To para, co z ko­tła ru­ra­mi do tło­ków,A tło­ki ko­ła­mi ru­sza­ją z dwóch bo­kówI gna­ją, i pcha­ją, i po­ciąg się to­czy,Bo para te tło­ki wciąż tło­czy i tło­czy,,I koła tur­ko­cą, i puka, i stu­ka to:Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!Stefek Burczymucha – Maria KonopnickaO więk­sze­go trud­no zu­cha,Jak był Ste­fek Bur­czy­mu­cha,– Ja ni­ko­go się nie boję!Choć­by niedź­wiedź… to do­sto­ję!Wil­ki?… Ja ich całą zgra­jęPo­za­bi­jam i po­kra­ję!Te hie­ny, te lam­par­tyTo są dla mnie czy­ste żar­ty!A pan­te­ry i ty­gry­syNa sztyk we­zmę u swej spi­sy!Lew!… Cóż lew jest?! – Ko­ciak duży!Na­czy­ta­łem się po­dró­ży!I znam tego je­go­mo­ści,Co zły tyl­ko, kie­dy po­ wilk,?… Strasz­na no­wi­na!To jest tyl­ko więk­sza psi­na!…(Bry­sia mi­jam zaś z da­le­ka,Bo nie lu­bię, gdy kto szcze­ka!Komu ze­chcę, to dam radę!Za­raz za oce­an jadęI nie będę Stef­kiem chy­ba,Jak nie chwy­cę wie­lo­ry­ba!I tak przez dzień boży całyZuch nasz trą­bi swe po­chwa­ły,Aż raz usnął gdzieś na sia­nie…Wtem się bu­dzi nie­spo­dzia­ aż tu ja­kieś zwie­rzęDo śnia­da­nia mu się bie­ nie ze­rwie się na nogi,Jak nie wrza­śnie z wiel­kiej trwo­gi!Pę­dzi jak­by chart ze smy­czy…– Ty­grys, tato! Ty­grys! – krzy­czy.– Ty­grys?… – oj­ciec się za­py­ta.– Ach, lew może!… Miał ko­py­taStrasz­ne! Trzy czy czte­ry nogi,Pasz­czę taką! Przy tym rogi…– Gdzie to było?– Tam na sia­nie.– Wła­śnie po­rwał mi śnia­da­nie…Idzie oj­ciec, służ­ba cała,Pa­trzą… a tu mysz­ka małaPo­lna mysz­ka sie­dzi so­bieI ząb­ka­mi se­rek skro­bie!…Paweł i Gaweł – Aleksander FredroPa­weł i Ga­weł w jed­nym sta­li domu,Pa­weł na gó­rze, a Ga­weł na dole;Pa­weł, spo­koj­ny, nie wa­dził ni­ko­mu,Ga­weł naj­dzik­sze wy­my­ślał swa­wo­ po­lo­wał po swo­im po­ko­ju:To pies, to za­jąc – mię­dzy sto­ły, stoł­kiGo­nił, ucie­kał, wy­wra­cał ko­zioł­ki,Strze­lał i trą­bił, i krzy­czał do zno­ to Pa­weł, na­resz­cie nie może;Scho­dzi do Gaw­ła i pro­si w po­ko­rze:Zmi­łuj się wać­pan, po­luj ci­szej nie­co,Bo mi na gó­rze szy­by z okien lecą. –A na to Ga­weł: – Wol­noć, Tom­ku,W swo­im dom­ku. –Cóż byłe mó­wić? Pa­weł ani pi­snął,Wró­cił do sie­bie i czap­kę na­ci­ Ga­weł jesz­cze smacz­nie chra­pie,A tu z po­wa­ły coś mu na nos ka­ się z łóż­ka i pę­dzi na puki – Za­mknię­to. Spo­glą­da przez dziu­ręI wi­dzi… Cóż tam? cały po­kój w wo­dzie,A Pa­weł z węd­ką mie­dzi na ko­mo­ wać­pan ro­bisz? – Ryby so­bie ło­ mości­pa­nie, mnie ka­pie po gło­wie!A Pa­weł na to: – Wol­noć, Tom­ku,W swo­im dom­ku. –Z tej to po­wiast­ki mo­rał w tym spo­so­bie:Jak ty komu, tak on to­ – Adam AsnykWę­dro­wa­ło so­bie słon­ko,Uśmiech­nię­te, ja­sne, zło­te,Szło nad ga­jem, szło nad łąką,Na­po­tka­ło w łzach sie­ro­tę –Ten się żali: „Tak we­so­łoŚwie­cisz świa­tu, słon­ko moje,Uśmie­cha­mi sy­piesz wko­ło,Gdy ja smut­ny we łzach sto­ję;Obo­jęt­nie pa­trzysz na to,Jak się ludz­kie ser­ca mę­czą…I nad każ­dą ludz­ką stra­tąPro­mie­ni­stą bły­skasz tę­czą.”Słon­ko na to; „Bied­ne dzie­cię!I mnie smut­no na nie­bio­sach,Gdy o wa­szym my­ślę świe­cieI o lu­dzi cięż­kich lo­ nie mogę ustać w dro­dze,By nad każ­dą bo­leć raną –Więc w zło­ci­stym bla­sku cho­dzę,Wy­peł­nia­jąc, co ka­za­ po­mo­gą próż­ne żale…Ból swój nie­bu trza po­le­cić –A sa­me­mu wciąż wy­trwa­leTrze­ba na­przód iść… i świe­cić!”Kapuśniaczek – Julian TuwimJak we­so­ły mi­lion drob­nych, wil­got­nych mu­szek,Jak­by z wor­ków sza­rych mo­kry, mżą­cy ma­czek,Sy­pie się i ska­cze dżdżu wod­ni­sty pu­szek,Ro­śny pył je­sien­ny, siwy ka­pu­śnia­ to, ma­leń­kie, le­d­wo samo kro­pi,Na­wet w bla­chy bęb­nić nie po­tra­fi jesz­cze,Ot, mło­dziut­ki desz­czyk, fru­wa­ją­ce krop­ki,Co by strasz­nie chcia­ły być do­ro­słym desz­ ule­wą lu­nąć w grom­kiej bu­rzy,Mia­sto siec na ukos chlu­sta­ją­cą chło­stą,W ryn­nach się roz­plu­skać, roz­lać się w ka­łu­ży,Szy­by dzio­bać łza­wą i za­wi­łą ospą…Tak to so­bie ma­rzy ka­pa­ni­na bied­na,Sił ostat­kiem pu­sząc się w ostat­nim dresz­czu…Lecz cóż? Spójrz: na dru­cie jeź­dzi kro­pla jed­ ją wró­bel strzą­snął. Już po ca­łym desz­ straganie – Jan BrzechwaNa stra­ga­nie w dzień tar­go­wyTa­kie sły­szy się roz­mo­wy:„Może pan się o mnie oprze,Pan tak więd­nie, pa­nie ko­prze.”„Cóż się dzi­wić, mój szczy­pior­ku,Leżę tu­taj już od wtor­ku!”Rze­cze na to ka­la­rep­ka:„Spójrz na rze­pę – ta jest krzep­ka!”Groch po brzusz­ku rze­pę kle­pie:„Jak tam, rze­po? Co­raz le­piej?”„Dzię­ki, dzię­ki, pa­nie gro­chu,Ja­koś żyje się po tro­ pie­trusz­ka – z tą jest go­rzej:Bla­da, chu­da, spać nie może.”„A to fe­ler” –Wes­tchnął se­ stro­ni od ce­bu­li,A ce­bu­la doń się czu­li:„Mój Bu­ra­ku, mój czer­wo­ny,Czy­byś nie chciał ta­kiej żony?”Bu­rak tyl­ko nos za­ty­ka:„Niech no pani prę­dzej zmy­ka,Ja chcę żonę mieć bu­ra­czą,Bo przy pani wszy­scy pła­czą.”„A to fe­ler” –Wes­tchnął se­ sły­chać głos fa­so­li:„Gdzie się pani tu gra­mo­li?!”„Nie bądź dla mnie taka wiel­ka” –Od­po­wia­da jej bruk­sel­ka.„Wi­dzie­li­ście, jaka krew­ka!” –Za­pe­rzy­ła się mar­chew­ka.„Niech roz­są­dzi nas ka­pu­sta!”„Co, ka­pu­sta?! Gło­wa pu­sta?!”A ka­pu­sta rze­cze smut­nie:„Moi dro­dzy, po co kłót­nie,Po co wa­sze swa­ry głu­pie,Wnet i tak zgi­nie­my w zu­pie!”„A to fe­ler” –Wes­tchnął se­ – Julian TuwimMu­rzy­nek Bam­bo w Afry­ce miesz­ka,Czar­ną ma skó­rę ten nasz ko­leż­ się pil­nie przez całe ran­kiZe swej mu­rzyń­skiej Pierw­szej czy­tan­ gdy do domu ze szko­ły wra­ca,Pso­ci, fi­glu­je – to jego pra­ mama krzy­czy: „Bam­bo, ło­bu­zie!”A Bam­bo czar­ną na­dy­ma bu­ po­wia­da: „Na­pij się mle­ka”,A on na drze­wo ma­mie ucie­ po­wia­da: „Chodź do ką­pie­li”,A on się boi, że się wy­bie­ mama ko­cha swo­je­go syn­ka,Bo do­bry chło­pak z tego Mu­rzyn­ że Bam­bo czar­ny, we­so­ły,Nie cho­dzi ra­zem z nami do szko­ – Julian TuwimZa­sa­dził dzia­dek rzep­kę w ogro­dzie,Cho­dził te rzep­kę oglą­dać co rzep­ka jędr­na i krzep­ka,Schru­pać by rzep­kę z ka­wał­kiem chleb­ka!Więc cią­gnie rzep­kę dzia­dek nie­bo­żę,Cią­gnie i cią­gnie, wy­cią­gnąć nie może!Za­wo­łał dzia­dek na po­moc bab­cię:„Ja zła­pię rzep­kę, ty za mnie złap się!”I bied­ny dzia­dek z bab­cią nie­bo­gąCią­gną i cią­gną, wy­cią­gnąć nie mogą!Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,Oj, przy­dał­by się ktoś na przy­czep­kę!Przy­le­ciał wnu­czek, bab­ci się zła­pał,Poci się, stę­ka, aż się za­sa­pał!Wnu­czek za bab­cię,Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,Oj, przy­dał­by się ktoś na przy­czep­kę!Pocą się, sa­pią, stę­ka­ją sro­go,Cią­gną i cią­gną, wy­cią­gnąć nie mogą!Za­wo­łał wnu­czek szcze­niacz­ka Mrucz­ka,Przy­le­ciał Mru­czek i cią­gnie wnucz­ka!Mru­czek za wnucz­ka,Wnu­czek za bab­cię,Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,Oj, przy­dał­by się ktoś na przy­czep­kę!Pocą się, sa­pią, stę­ka­ją sro­go,Cią­gną i cią­gną, wy­cią­gnąć nie mogą!Na kur­kę czy­hał ko­tek w ukry­ciu,Za­szcze­kał Mru­czek: „Po­móż nam, Ki­ciu!”Ki­cia za Mrucz­ka,Mru­czek za wnucz­ka,Wnu­czek za bab­cię,Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,Oj, przy­dał­by się ktoś na przy­czep­kę!Pocą się, sa­pią, stę­ka­ją sro­go,Cią­gną i cią­gną, wy­cią­gnąć nie mogą!Więc woła Ki­cia kur­kę z po­dwór­ka,Wnet przy­le­cia­ła usłuż­na kur­ za Ki­cię,Ki­cia za Mrucz­ka,Mru­czek za wnucz­ka,Wnu­czek za bab­cię,Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,Oj, przy­dał­by się ktoś na przy­czep­kę!Pocą się, sa­pią, stę­ka­ją sro­go,Cią­gną i cią­gną, wy­cią­gnąć nie mogą!Szła so­bie gą­ska ście­żyn­ką wą­ską,Krzyk­nę­ła kur­ka: „Chodź no tu gą­sko!”Gą­ska za kur­kę,Kur­ka za Ki­cię,Ki­cia za Mrucz­ka,Mru­czek za wnucz­ka,Wnu­czek za bab­cię,Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,Oj, przy­dał­by się ktoś na przy­czep­kę!Pocą się, sa­pią, stę­ka­ją sro­go,Cią­gną i cią­gną, wy­cią­gnąć nie mogą!Le­ciał wy­so­ko bo­cian-dłu­go­nos,„Fruń­że tu, boć­ku, do nas na po­moc!”Bo­ciek za gą­skę,Gą­ska za kur­kę,Kur­ka za Ki­cię,Ki­cia za Mrucz­ka,Mru­czek za wnucz­ka,Wnu­czek za bab­cię,Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,Oj, przy­dał­by się ktoś na przy­czep­kę!Pocą się, sa­pią, stę­ka­ją sro­go,Cią­gną i cią­gną, wy­cią­gnąć nie mogą!Ska­ka­ła dro­gą zie­lo­na żab­ka,Zła­pa­ła boć­ka – rzad­ka to grat­ka!Żabka za boć­ka,Bo­ciek za gą­skę,Gą­ska za kur­kę,Kur­ka za Ki­cię,Ki­cia za Mrucz­ka,Mru­czek za wnucz­ka,Wnu­czek za bab­cię,Bab­cia za dziad­ka,Dzia­dek za rzep­kę,A na przy­czep­kęKaw­ka za żab­kęBo na tę rzep­kęTeż mia­ła chrap­ się za­wzię­li, Tak się na­dę­li,Ze na­gle rzep­kęTrr­rach!! – wy­cią­gnę­li!Aż wstyd po­wie­dzieć,Co było da­lej!Wszy­scy na sie­biePo­upa­da­li:Rzep­ka na dziad­ka,Dzia­dek na bab­cię,Bab­cia na wnucz­ka,Wnu­czek na Mrucz­ka,Mru­czek na Ki­cię,Ki­cia na kur­kę,Kur­ka na gą­skę,Gą­ska na boć­ka,Bo­ciek na żab­kę,Żabka na kaw­kęI na ostat­kuKaw­ka na traw­ do recytowania dla młodzieżyInwokacja – Adam MickiewiczLi­two, Oj­czy­zno moja! ty je­steś jak zdro­wie;Ile cię trze­ba ce­nić, ten tyl­ko się do­wie,Kto cię stra­cił. Dziś pięk­ność twą w ca­łej ozdo­bieWi­dzę i opi­su­ję, bo tę­sk­nię po to­ świę­ta, co Ja­snej bro­nisz Czę­sto­cho­wyI w Ostrej świe­cisz Bra­mie! Ty, co gród zam­ko­wyNo­wo­gródz­ki ochra­niasz z jego wier­nym lu­dem!Jak mnie dziec­ko do zdro­wia po­wró­ci­łaś cu­dem(— Gdy od pła­czą­cej mat­ki, pod Two­ją opie­kęOfia­ro­wa­ny mar­twą pod­nio­słem po­wie­kę;I za­raz mo­głem pie­szo, do Twych świą­tyń pro­guIść za wró­co­ne ży­cie po­dzię­ko­wać Bogu —)Tak nas po­wró­cisz cu­dem na Oj­czy­zny łono!…Tym­cza­sem, prze­noś moją du­szę utę­sk­nio­nąDo tych pa­gór­ków le­śnych, do tych łąk zie­lo­nych,Sze­ro­ko nad błę­kit­nym Nie­mnem roz­cią­gnio­nych;Do tych pól ma­lo­wa­nych zbo­żem roz­ma­item,Wy­zła­ca­nych psze­ni­cą, po­sre­brza­nych ży­tem;Gdzie bursz­ty­no­wy świe­rzop, gry­ka jak śnieg bia­ła,Gdzie pa­nień­skim ru­mień­cem dzię­cie­li­na pała,A wszyst­ko prze­pa­sa­ne jak­by wstę­gą, mie­dząZie­lo­ną, na niej zrzad­ka ci­che gru­sze sie­ młodych – Adam AsnykSzu­kaj­cie praw­dy ja­sne­go pło­mie­nia!Szu­kaj­cie no­wych, nie od­kry­tych dróg…Za każ­dym kro­kiem w taj­ni­ki stwo­rze­niaCo­raz się du­sza ludz­ka roz­prze­strze­niaI więk­szym sta­je się Bóg!Choć otrzą­śnie­cie kwia­ty barw­nych mi­tów,Choć roz­pro­szy­cie le­gen­do­wy mrok,Choć mgle uro­jeń ze­drze­cie z błę­ki­tów,Lu­dziom nie­biań­skich nie zbrak­nie za­chwy­tów,Lecz da­lej się­gnie ich epo­ka ma swe wła­sne celeI za­po­mi­na o wczo­raj­szych snach…Nie­ście więc wie­dzy po­chod­nie na cze­leI nowy udział bierz­cie w wie­ków dzie­le,Przy­szło­ści pod­no­ście gmach!Ale nie depcz­cie prze­szło­ści oł­ta­rzy,Choć ma­cie sami do­sko­nal­sze wznieść;Na nich się jesz­cze świę­ty ogień ża­rzyI mi­łość ludz­ka stoi tam na stra­ży,I wy win­ni­ście im cześć!Ze świa­tem, któ­ry w ciem­ność już za­cho­dziWraz z cała tę­czą ide­al­nych snów,Praw­dzi­wa mą­drość nie­chaj was po­go­dzi,I wa­sze gwiaz­dy, o zdo­byw­cy mło­dzi,W ciem­no­ści po­ga­sną znów!Reduta Ordona – Adam MickiewiczNam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działoI spojrzałem na pole; dwieście armat ruskiéj ciągną się szeregi,Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinąłI jak ptak jedno skrzydło wojska swego się spod skrzydła ściśniona piechotaDługą, czarną kolumną, jako lawa błota,Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy,Czarne chorągwie na śmierć prowadzą nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,Jak głaz, bodzący morze, reduta tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą;I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,Ile z tych dział leciało bomb, kul i tam granat w sam środek kolumny się nurza,Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leciI ogromna łysina śród kolumny kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje,Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; —Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,Pali piersią, rwie zębem, oddechem nie widać, lecz słychać po dźwięku,Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy,Król wielki, samowładnik świata brwi, — i tysiące kibitek wnet leci;Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci;Skinął, — padają knuty od Niemna do jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże:Warszawa jedna twojéj mocy się urąga,Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy,Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!Car dziwi się — ze strachu drżą Petersburczany,Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany;Ale sypią się wojska, których Bóg i wiaraJest car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim cara!Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata,Wierny, czynny i sprawny — jak knut w ręku ura! Patrz, blisko reduty, już w rowyWalą się, na faszynę kładąc swe tułowy;Już czernią się na białych palisadach reduta w środku, jasna od wystrzałów,Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiskaWrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, —Zgasł; — tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo,Strącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało?Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał?Zgasnął ogień. — Już Moskal rogatki ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj,Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj!Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałemGarstkę naszych walczącą z Moskali godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,Żołnierz, jako młyn palny, nabija — grzmi — kręciBroń od oka do nogi, od nogi na oko:Aż ręka w ładownicy długo i głębokoSzukała, nie znalazła — i żołnierz pobladnął,Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął;I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!…Takem myślił, — a w szaniec nieprzyjaciół kupaJuż lazła, jak robactwo na świeżego mi w oczach; a gdym łzy ocierał,Słyszałem, że coś do mnie mówił mój przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu,Długo na szturm i szaniec poglądał w koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jegoWymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kolego,Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale,Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował:Lecz śród najgęstszych kłębów dymu, ileż razyWidziałem rękę jego, dającą rozkazy. —Widzę go znowu — widzę rękę — błyskawicę,Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,Biorą go — zginął. — O, nie — skoczył w dół, do lochów!” —„Dobrze — rzecze jenerał, — nie odda im prochów”.Tu blask, — dym, — chwila cicho — i huk jak stu gromów!Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów:Harmaty podskoczyły i jak wystrzeloneToczyły się na kołach; lonty zapaloneNie trafiły do swoich panew. I dym wionąłProsto ku nam; i w gęstéj chmurze nas nie było nic widać, prócz granatów blasku,I powoli dym rzedniał, opadał deszcz na redutę. — Wały, palisady,Działa i naszych garstka, i wrogów gromady:Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryłaZiemi niekształtnéj leży — rozjemcza i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli,Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli;Choćby cesarz Moskalom kazał wstać: już duszaMoskiewska, tam raz pierwszy, cesarza nie słusza!Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:Dusze gdzie? Nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza będzie Patron szańców! — Bo dzieło zniszczeniaW dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia:Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze!Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,Kiedy ziemię despotyzm i duma szalonaObleją, jak Moskale redutę Ordona:Karząc plemie zwycięzców zbrodniami zatrute,Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą – Julian TuwimGro­ma­dę dziś się po­chwa­li,Po­chwa­li się zbie­go­wi­skoI mia­ ryn­kach się sto­sy za­pa­liI buch­nie wiel­kie ogni­sko,I tłum na uli­cę wy­le­gnieZ ką­tów wy­peł­znie, z nor wy­bie­gnieŚwię­to­wać wio­snę w mie­ście,Świę­to­wać jur­ne świę­ Cie­bie się po­chwa­li,Brzu­chu w bio­drach sze­ro­kich,Nie­wia­sto!Za­chy­bo­ta­ło! — Buch­nę­ło – i pły­nie –Szu­ra­ją nóż­ki, ko­ły­szą się bio­dra,Gwar, gwar, gwar, chi­cho­ty,Gwar, gwar, gwar, pi­ski,Wy­glan­co­wa­ne dow­cip­ku­ją py­ski,Wy­le­gło mi­liard pstro­ka­tej ho­ło­ty,Szu­ra­ją nóż­ki, ko­ły­szą się bio­dra,Szur, szur, szur, gwar, gwar, gwar,Suną ty­sią­ce roz­wy­drzo­nych par,– A da­lej! A da­lej! A da­lej!W ciem­ne zie­leń­ce, do alej,Na ław­ce, psie­kr­wie, na traw­ce,Na­rób­cie Pol­sce ba­cho­rów,Wij­cie się, psie­kr­wie, wij­cie,W szyn­kach na­roż­nych pij­cie,Roz­rzuć­cie wię­cej „ka­wa­ler­skich cho­rób”!A!! będą póź­niej ze wsty­du się wiłyDziew­ki fa­brycz­ne, brzu­cha­te ko­by­ły,Krzy­wych pę­dra­ków srom­ne no­si­ciel­ki!Gwałć­cie! Po­le­ci każ­da na ko­la­cję!Na ko­lo­ro­we wa­sze ka­mi­zel­ki,Na pa­pie­ro­we wa­sze koł­nie­rzy­ki!Tłu­mie, bądź dzi­ki!Tłu­mie! Ty masz RACJĘ!!!O, ty zbrod­nia­rzu cu­dow­ny i pro­sty,Ele­men­tar­ny, pier­wot­nie wspa­nia­ły!Ty gno­ju mia­sta ty­ta­nicz­nej kro­sty,Tłu­mie, o Tłu­mie, Tłu­mie roz­sza­la­ły!Fa­luj, strasz­li­wa maso, po uli­cach,Wra­caj od rogu, śmiej się, wa­riuj, sza­lej!Cia­sno ci w zwar­tych, twar­dych ka­mie­ni­cach,Przyj! Może pęk­ną – i pój­dzie­cie da­lej!Po­wie­trza! Z swych za­tę­chłych i nud­nych fa­cja­tekWy­legł po­twór po­rub­czy! Hej, czter­na­sto­lat­ki,Bę­dzie dziś z was ko­ro­wód za­sro­ma­nych ma­tek,Kwiat­ki moje nie­win­ne! Ja­sne moje dziat­ki!Bę­dzie dziś świę­to wa­sze i za­brzę­czą szklan­ki,Ze wsty­dem po­wró­ci­cie, ro­dzi­ce was skar­cą!Wyj­dzie­cie dziś na rogi ulic, o ko­chan­ki,Sprze­da­wać się ob­le­śnym, trzę­są­cym się star­com!Hej w dryn­dy! Do ho­te­lów! Na wie­deń­ski szny­cel!Na piw­ko, na ko­nia­czek, na ka­nap­kę mięk­ką!Uśmiech­nie się, dziew­cząt­ka, kel­ner wasz, jak szpi­cel,Nie­jed­na taką wi­dział, nie­jed­na ser­deń­ko…A kie­dy cię obej­mą śli­skie, drżą­ce łapyI mło­dej pier­si chci­wie, szyb­ko szu­kać za­czną,Gdy ro­ze­dmą się w żą­dzy noz­drza, tłu­ste chra­py,Gdy ci kto po­cznie szep­tać po­ku­sę łaj­dacz­ną –– Po­zwól!!! Prze­raź go sobą, ty grze­chu, ko­bie­to!Ro­dzi­ciel­ko wspa­nia­ła! Sa­mi­co na­brzę­kła!Olśnij go wy­uz­da­niem jak zło­tą ra­kie­tą!„Nie w sty­lu” bę­dziesz – trwoż­na, wsty­dli­wa, wy­lę­kła…Wio­sna!!! Patrz, co się dzie­je! Toć jesz­cze za chwi­lęI rzu­ci się tłum cały w rui na uli­cę!Zoś­ki ze szwal­ni i pral­ni, „Igna­cze”, Ka­mi­le!I po­czną sobą sam­ców czę­sto­wać sa­mi­ce!Wio­sna!!! Haj­da – pęcz­niej­cie! Truj­cie się ze sro­mu!Do szpi­ta­li gro­mad­nie, tłusz­czo roz­wy­drzo­na!Do klo­ak swe ba­strzę­ta ci­skaj po kry­jo­mu,I zno­wu na uli­cę, w jej chwyt­ne ra­mio­na!!!Jesz­cze! Jesz­cze! I jesz­cze! Za­chłan­nie! Bez­kre­śnie!Rodź­cie, a jak naj­wię­cej! Trze­ba mia­sto si­lić!Wy­ry­waj­cie ba­cho­rom ję­zy­ki bo­le­śnie,By, gdy je w dół wrzu­ci­cie nie mo­gły już kwi­lić!Wszyst­ko – wa­sze! Bio­dra­mi śmi­gaj­cie, uda­mi!Niech idzie tan lu­bież­nych pod­nie­ceń! Nie szko­dzi!– Och, sła­wię ja cię, tłu­mie, wznio­sły­mi sło­wa­miI cie­bie, Wio­sno, za to, że się zbrod­niarz pło­dzi!Moja piosnka [II] – kra­ju tego, gdzie kru­szy­nę chle­baPod­no­szą z zie­mi przez usza­no­wa­nieDla da­rów Nie­ba….Tę­sk­no mi, Pa­nie…Do kra­ju tego, gdzie winą jest dużąPo­pso­wać gniaz­do na gru­szy bo­cia­nie,Bo wszyst­kim słu­żą…Tę­sk­no mi, Pa­nie…Do kra­ju tego, gdzie pierw­sze ukło­nySą, jak od­wiecz­ne Chry­stu­sa wy­zna­nie,„Bądź po­chwa­lo­ny!”Tę­sk­no mi, Pa­nie…Tę­sk­no mi jesz­cze i do rze­czy in­nej,Któ­rej już nie wiem, gdzie leży miesz­ka­nie,Rów­nie nie­win­nej…Tę­sk­no mi, Pa­nie…Do bez-tę­sk­no­ty i do bez-my­śle­nia,Do tych, co mają tak za tak – nie za nie,Bez świa­tło-cie­nia…Tę­sk­no mi, Pa­nie…Tę­sk­no mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?I tak być musi, choć się tak nie sta­niePrzy­jaź­ni mo­jej…Tę­sk­no mi, Pa­nie…Elegia o chłopcu polskim – Krzysztof Kamil BaczyńskiOd­dzie­li­li cię, sy­necz­ku, od snów, co jak mo­tyl drżą,ha­fto­wa­li ci, sy­necz­ku, smut­ne oczy rudą krwią,ma­lo­wa­li kra­jo­bra­zy w żół­te ście­gi po­żóg,wy­szy­wa­li wi­siel­ca­mi drzew pły­ną­ce mo­ cię, sy­necz­ku, zie­mi twej na pa­mięć,gdyś jej ścież­ki po­wy­ci­nał że­la­zny­mi łza­ cię w ciem­no­ści, od­kar­mi­li boch­nem trwóg,prze­mie­rzy­łeś po omac­ku naj­wsty­dliw­sze z ludz­kich wy­sze­dłeś, ja­sny syn­ku, z czar­ną bro­nią w noc,i po­czu­łeś, jak się jeży w dźwię­ku mi­nut – pa­dłeś, jesz­cze zie­mię prze­że­gna­łeś to była kula, syn­ku, czy to ser­ce pę­kło?Ballada o Trzęsących się Portkach – o dziat­ki,bar­dzo ślicz­nej bal­lad­ki:Był so­bie pe­wien pan,na twa­rzy kwa­śny i wklę­sły,miał por­tek z pięt­na­ście par(a może szes­na­ście)i wszyst­kie mu się trzę­sły;wło­ży sza­re: jak w fe­brze;wło­ży gra­na­to­we: też;od ślu­bu: jesz­cze lep­sze!ma­ren­go: wzdłuż i mó­wiąc, w któ­re­kol­wiek por­t­kikoń­czy­ny dol­ne wty­kał,to trzę­sły mu się onejak nie przy­mie­rza­jąc osi­ ten spo­sób, przez trzę­sie­nie,pan ży­wot miał bar­dzo li­chy,bo wszę­dzie, gdzie wszedł, zdzi­wie­nie,a po­tem śmi­chy i chi­ koń­cu bab­cia czy cio­cia,już nie pa­mię­tam kto,po­wie­dzia­ła do tego pana:„Chłop­cze, ty uschniesz, bonad por­tek spra­wą prze­dziw­nąwy­la­łeś trzy mo­rza łez,a zno­wu nie jest tak zim­no,więc spró­buj cho­dzić są ma­te­ria­ły uro­ są, ko­cha­nie. kup so­bie ja­kiś szla­fro­czeki w tym szla­frocz­ku chodź;lub od razu na za­dekkup so­bie spód­nic trosz­kę,a na wszel­ki wy­pa­dekpa­ra­sol­kę. I brosz­kę;też in­nych rze­czy mnó­stwo,ko­ciac­kie ochę­dó­stwo,rzę­sy z dru­tu, naj­lo­ny —i już bę­dziesz urzą­dzo­ny,a wąsy so­bie wy­ tak wy­glą­dasz jak bi­skup”.Ku­pił pan so­bie szla­fro­czek,cho­dził w szla­frocz­ku ro­czek,ale tyl­ko w ciem­no­ści,bo i szla­frok trząsł mu się co­ści;a por­t­ki scho­wa­ne w kre­den­sieteż się nie zrze­kły tych trzę­sień;trzę­sło się całe miesz­kan­ko,ka­na­py i fu­try­ny,bo to był dom me­lan­choi bar­dzo cyko ryj­ się koń­czy bal­la­dao por­t­kach się trzę­są­cych,z bal­la­dy mo­rał gada,mo­rał na­stę­pu­ją­cy:GDY WIE­JE WIATR HI­STO­RII,LU­DZIOM JAK PIĘKNYM PTA­KOMROSNĄ SKRZYDŁA, NA­TO­MIASTTRZĘSĄ SIĘ POR­T­KI PĘTA­ Zaba – pani na Mar­sal­kow­skiejku­po­wa­ła syn­kę z gro­skiemw to­wa­zy­stwie swe­go męża, po­nu­re­go dra­ba;Wy­cho­dzą ze skle­pu, pani w sloch,w ksyk i w la­ment: – Mężu, och, och!po­pats, po­pats, jaka stra­sna żaba!Mąż był wy­zsy uzęd­nik,pse­tarl mgłę w oku­la­ze i mówi:Ze­cy­wi­ście coś ska­ce po tro­tu­aze!Cy to żaba, cy tez nie,w każ­dym ra­zie ja tym za­in­te­re­su­ję się;za­raz za­dzwo­nię do Ce­sła­wa,a Ce­slaw niech za­dzwo­ni do Sy­mo­na –nie wy­pa­da, zęby War­sa­wabyła na „ta­kie coś” na­ra­żo­ dzwo­ni­li i po tsech la­tachwre­scie schwy­ta­no żabę koło No­we­go Świa­ta;a żeby spra­wa żaby nie ode­sta w mgli­stość,uzą­dzo­no hi­sto­ryc­ną uro­cy­stość;usta­wio­no try­bu­ny, spę­dzo­no tłu­my,,,Stsel­ców” i „Fe­de­ra­stów” – Sło­wem, cale mia­ na try­bu­nę we­sla Wy­so­ka Fi­gu­rai kie­dy od­gzmia­ty wsyst­kie ,,hur­ra”,Wy­so­ka Fi­gu­ra zece tak:Wspól­nym wy­sił­kiem zadu i spo­łe­ceń­stwa po­zby­li­śmy się ża­bie­go be­ze­ceń­stwa – pa­no­wie, do góry gło­wy i syje! A spo­łe­ceń­stwo: – Ze­cy­wi­ście,do­bze, ze tę żabę zła­pa­li­ście,wsy­scy pse­to za­wo­łaj­my: „Niech żyje!”Tęsknota – Adam AsnykOb­ło­ki, co z zie­mi wsta­jąI pły­ną w słoń­ca blask zło­ty,Ach, one mi się być zda­jąSkrzy­dła­mi mo­jej tę­sk­no­ bia­łe skrzy­dła po­wiew­neCzę­sto nad zie­mią ob­wi­sną,Łzy po nich spły­wa­ją rzew­ne,Cza­sem i tę­czą za­bły­ co krą­żą w prze­strze­niachPo dro­gach nie­skoń­czo­no­ści,Są one dla mnie w ma­rze­niachOcza­mi mo­jej mi­ło­ się w ciem­ne od­mę­tyTe wiel­kie ru­cho­me słoń­ca…I ja mi­ło­ścią prze­ję­ty,Pa­trzę i tę­sk­nię bez koń­ – Tadeusz RóżewiczMam dwa­dzie­ścia czte­ry lataOca­la­łemPro­wa­dzo­ny na są na­zwy pu­ste i jed­no­znacz­ne:Czło­wiek i zwie­rzęMi­łość i nie­na­wiśćWróg i przy­ja­cielCiem­ność i świa­ tak się za­bi­ja jak zwie­rzęWi­dzia­łem:Fur­go­ny po­rą­ba­nych lu­dziKtó­rzy nie zo­sta­ną zba­wie­ są tyl­ko wy­ra­za­mi:Cno­ta i wy­stę­pekPraw­da i kłam­stwoPięk­no i brzy­do­taMę­stwo i tchó­rzo­ waży cno­ta i wy­stę­pekWi­dzia­łem:Czło­wie­ka któ­ry był je­denWy­stęp­ny i cno­tli­ na­uczy­cie­la i mi­strzaNiech przy­wró­ci mi wzrok słuch i mowęNiech jesz­cze raz na­zwie rze­czy i po­ję­ciaNiech od­dzie­li świa­tło od ciem­no­ dwa­dzie­ścia czte­ry lataOca­la­łemPro­wa­dzo­ny na środku życia – Tadeusz RóżewiczPo końcu światapo śmierciznalazłem się w środku życiastwarzałem siebiebudowałem życieludzi zwierzęta krajobrazyto jest stół mówiłemto jest stółna stole leży chleb nóżnóż służy do krajania chlebachlebem karmią się ludzieczłowieka trzeba kochaćuczyłem się w nocy i w dzieńco trzeba kochaćodpowiadałem człowiekato jest okno mówiłemto jest oknoza oknem jest ogródw ogrodzie widzę jabłonkęjabłonka kwitniekwiaty opadajązawiązują się owocedojrzewająmój ojciec zrywa jabłkoten człowiek który zrywa jabłkoto mój ojciecsiedziałem na progu domuta staruszka któraciągnie na powrozie kozęjest potrzebniejszai cenniejszaniż siedem cudów światakto myśli i czujeże ona jest niepotrzebnaten jest ludobójcąto jest człowiekto jest drzewo to jest chlebludzie karmią się aby żyćpowtarzałem sobieżycie ludzkie jest ważneżycie ludzkie ma wielką wagąwartość życiaprzewyższa wartość wszystkich przedmiotówktóre stworzył człowiekczłowiek jest wielkim skarbempowtarzałem uparcieto jest woda mówiłemgładziłem ręką falei rozmawiałem z rzekąwodo mówiłemdobra wodoto ja jestemczłowiek mówił do wodymówił do księżycado kwiatów deszczumówił do ziemido ptakówdo niebamilczało niebomilczała ziemiajeśli usłyszał głosktóry płynąłz ziemi wody i niebato był głos drugiego człowiekaŻyjemy na dnie ciała – Krzysztof Kamil BaczyńskiŻyje­my na dnie cia­ła. Na sa­mym dnie gro­ nas głód cier­pli­wy – i tną bia­łe mro­ okien przy­sta­je­my. Noc za oknem cze­kagdy czu­je czło­wie­ka,i śmierć się jeży ci­cho,I top­nie­je­my z wol­na. Nie pa­trz­my so­bie w oczyna dru­gi dzień. Znów czło­wiek uto­pił się w nie jest smu­tek wia­ry. To ser­ca tak si­wie­jąi sty­gną co­raz, sty­gną, z mi­ło­ścią i z na­dzie­ tyl­ko. To wie­my: w ostat­nim śnie cier­pie­niajest dom rzeź­bio­ny w słoń­cu, a pod nim cie­pła zie­mia,i tam stru­mie­niem ja­snym jak prze­zro­czy­stym mie­czemod­bi­ci roz­po­zna­my twa­rze cią­gle czło­wie­cze,19 paź­dzier­nik 1942 – Tadeusz RóżewiczByli szczęśliwidawniejsi poeciŚwiat był jak drzewoa oni jak dzieciCóż ci powieszęna gałęzi drzewana które spadłażelazna ulewaByli szczęśliwidawniejsi poecidokoła drzewatańczyli jak dzieciCóż ci powieszęna gałęzi drzewaktóre spłonęłoktóre nie zaśpiewaByli szczęśliwidawniejsi poecipod liściem dębuśpiewali jak dzieciA nasze drzewow nocy zaskrzypiałoI zawisło na nimpogardzone ciałoOda do turpistów – Julian PrzybośBez serc, bez ne­rek, bez mię­sa od ko­ści,o, naj­wier­niej­szy po­są­gu czło­wie­ka,trwa­ły, po­grzeb­nyszkie­le­cie,ar­cy­dzie­ło por­tre­to­wej rzeź­by!Po­daj mi pisz­czel!Nie­chaj na tym fle­cienie­po­ka­la­nie bia­łym, ob­ra­nym do czy­sta,za­świ­stamz we­so­ło­po­sęp­nym dresz­czemOdę do po­sta­rza­łej o sto lat mło­do­ścibro­da­tej,po­nu­rej,Wa­szej, po­kor­ni wy­ja­da­cze resz­tekza­stra­sza­ją­co wspa­nia­łe­go Ścier­waChar­le­sa Bau­de­la­ire­’a!Niech nad mar­twym Wa­szym świa­temwznio­sę sięi spad­nęry­jąc głę­bo­ko w po­ła­ciach mię­sa no­sem,aże­by spro­staćWam, przed­wcze­śnie star­czy,któ­rych dzie­ciń­stwo i mło­dość ka­le­kaoca­la­ły z wo­jen­nych, a nie oca­la­łyz po­ko­jo­wych znisz­czeń!…Lecz bez tej sztucz­nej szczę­ki za­py­tam Was z pro­sta:Czyż­by­ście wie­rzy­li,że jak na (gar­ba­te­go) po­etę wy­star­czybę­dąc ogo­nem wy­wra­cać do górykota cu­dzej my­śliwte i we­wte?Że brzyd­kie to pięk­ne, ład­ne to szka­rad­nei na od­wrót?I wię­cej w wier­szach ru­szać nie trze­ba ro­zu­mem?Na dar­mo Wa­sza trwo­ga, uda­na czy szcze­ra,stra­szy nogą wy­ję­tą z ku­bła w pro­sek­to­rium,spre­pa­ro­wa­ną w szko­le es­te­tycz­nej nu­mer:zeroprze­ciw no­dze od sto­łu le­głej na śmiet­ni­ku,na tym Wa­szym Par­na­sie, gdzie ze szczu­rem i gó-,(em­ble­ma­tem głów­nymMuzy Ne­kro­fi­lii)uczy­cie się bez krop­ki pi­sać w szko­le nu­mer: „dreszcz” nie wy­trzy­mu­je po­rów­na­nia z Baką!Przy­wyk­nął już do tego, nie zlęk­nie się miesz­ go jed­na­ ko­góż dziś po­łech­ce Twój ma­ka­be­ro­tykze wstrę­tem es­te­tycz­nie smacz­nym, pseu­do­no­wym,o Ty,mo­ra­li­sto od sied­miu czy­ra­ków!Albo ty, dru­gi wiesz­czuod nogi sto­ło­wej:Twój po­grze­bacz nie wstrzą­śnie Dziu­nią z ma­ni­ku­ry!Na dar­moś się, po­eto, je­den z dru­gim wi­dząc Was w tele sam Ma­ty­siak Jó­zio…Nie prze­ści­gniesz „Śmier­ci nie­chyb­nej”;pięk­niej nie zbrzyd­ Je­den tak dłu­go draż­nił swą ta­jem­ną ranę,że stał się dziś Ron­sar­dem róży z mię­so­dzi­wa(caro lu­xu­rians),sa­mo­chcą­cą ofia­rą fan­ta­zyj­nej trwo­ wciąż peł­za koło odła­ma­nejsto­ło­wej nogii na­dep­tu­je swój wy­tknę­li­ście gło­wy z ku­bła u Bec­ket­ta:bied­ni! Na­wet na wła­sną śmiet­nicz­kę Was nie stać…Nie, nie żal mi Was!Wasz Pe­gaz-Szczur spar­szy­wiał!Zmy­kaj­cie! Za­rzą­dzam ni­niej­szymde­ra­ty­za­cję Wa­szych wier­ Kulturalny 1962(45)